• Wpisów:1900
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis:18 dni temu
  • Licznik odwiedzin:251 552 / 3376 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Dlaczego ten pieprzony Bóg mnie nie zabije kiedy tyle razy go o to prosze...
Muszę go wyręczyć...
 

 
Ale okropnie mnie poruszyło samobójstwo Chestera Benningtona... kawał mojego dzieciństwa...
Zwłaszcza mocne jest to uczucie, bo wiem jak to jest stracić kogoś bliskiego w ten sposób...
  • awatar It's worth to dream☼: Strasznie szkoda, tak wielki człowiek! Pomyśleć, że już takich hitów nie usłyszy się nigdy... a jeszcze niedawno słuchałam "Numb" :(
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
W środę niecały tydzień temu dostałam telefon z pytaniem czy nadal jestem zainteresowana pracą i czy odpowiadałaby mi praca z językiem francuskim.
W czwartek wypełniłam testy: analityczny, z angielskiego i z francuskiego.
W piątek miałam pierwszy etap procesu rekrutacyjnego - rozmowę telefoniczną po polsku, angielsku i francusku. Byłam po niej bardzo zadowolona. Odpowiedź miała być do dwóch tygodni. Oddzwonili po 3,5 godziny i umówili się ze mną na drugi etap rekrutacji - rozmowę z teamleaderką w poniedziałek.
Dzisiaj byłam na rozmowie, odpowiedź także miała być do dwóch tygodni, ale znów - odpowiedź miałam po około 4 godzinach.
Miały być 3 etapy. Miała być jeszcze rozmowa z managerem, ale jakimś cudem tego już nie było.
2 (3 jeśli liczyć testy) dni robocze zajął mój proces rekrutacyjny.
Jeszcze tydzień temu nawet się nie nastawiałam na żadną pracę.
Jestem jeszcze lekko zaskoczona ;) Zwłaszcza, że to jedyna firma, do której składałam papiery (w jednej firmie nie mogłam się zalogować do strony z aplikowaniem, a w kolejnej nie wiedziałam jeszcze do którego działu złożyć CV).
Ale to korpo, więc później może być różnie..ale oby jednak lepiej niż się spodziewam. Jakoś 6 miesięcy przeboleję najwyżej ;)
 

 
11 miesięcy.
Jak wiele potrafi się zmienić/spieprzyć w takim czasie.
 

 
Życie powinno być łatwiejsze.
I nie mam tu na myśli pracy, pieniędzy, itp.
Chodzi po prostu o relacje międzyludzkie. Dlaczego zwłaszcza to jest takie skomplikowane i zmienne?
 

 
Zostałam nazwana gburem, bo powiedziałam współlokatorce, aby nie udostępniała koleżankom kodu dostępu do klatki.
Ech..jeśli nie wie jak goście powinni używać domofonu to mogłby zwyczajnie zapytać..
 

 
Nie wiem co zrobić.
Szczęście innych mnie powoli zabija zamiast motywować.
Studia się kończą, a ja zamiast znaleźć pracę, myślę tylko o tym, jak zakończyć swoje życie..nie da się znaleźć pracy, gdy postrzega się życie jedynie jako karę..
 

 
Nie chcę wracać do domu. Łapie mnie okropny dół, gdy myślę o tym weekendzie. Jadę tylko tak naprawdę na jeden cały dzień, a tak bardzo nie chcę..
 

 
Samotnie jakoś tak.. ostatnio nikt o mnie nie pamięta, dopóki sama o sobie nie przypomnę. A robię to dość często, bo często czuje się samotna.
 

 
Mój tato w domu bez mamy czasem robi takie głupoty.. Ogólnie pokochał gotowanie (zwolnił się z pracy, więc nic innego nie ma do roboty) i wiecznie zachwyca się nowymi pomysłami i swoim jedzeniem. Jak przyjeżdżam do domu to chętnie daje mi do spróbowania i czeka, aż też będę się tym zachwycać. Ogólnie lubię mięso, często je jem, ale to jego jedzenie zawsze jest zbyt mięsne..co chwilę jakiś boczek, wieprzowe mięso mielone, itp. "Mięsnie" aż do przesady.
Teraz znowu najstarszy brat zażyczył sobie frytkownicy, której mama czasem używała, a która teraz jest już niepotrzebna w domu. Tato geniusz parę miesięcy temu wyniósł ją na strych pełną oleju... Także teraz po północy stwierdził, że ją zniesie, bo rano jedzie gdzieś tam i przekaże ją mojemu bratu. Oczywiście jako, że było bardzo ciemno, to olej rozlał po całej klatce schodowej i w przedpokoju. Jak z dzieckiem..

Dlatego też nie cierpię teraz wracać do domu.
Tato wszystko przestawia na swój sposób, mamy już tam w ogóle nie widać (nawet po jej śmierci lubiłam wracać do domu i "czuć" ją poprzez rzeczy zostawione tak, jak ona je ułożyła - wiadome, że teraz tato przestawia tak, żeby jemu było wygodnie, ale mnie i tak to boli..), jedzenie taty jest niedobre (czasem ja robię obiady - ale jako, że nie lubię gotować, to mnie to męczy, zwłaszcza, że w Krakowie robię to na co dzień + tato zawsze na coś narzeka), nie potrafię też rozmawiać z tatą. Martwię się o niego, mam wyrzuty sumienia, że nie jestem idealną córką i nie odwiedzam go zbyt często, nie angażuję się w rozmowy, ale..po prostu kiedyś go było za mało i nie potrafię się zmusić, żebym nagle przy nim się dobrze i swobodnie czuła. Wracam do domu raz na miesiąc/dwa dla mamy, żeby zrobić nowy stroik na jej grób (wykorzystuję kwiaty z jej pogrzebu..ludzi było mnóstwo, to i kwiatów jest sporo..) i zapalić parę zniczy. Ale nic poza tym.. Nie czuję już, że to mój dom.. Mam tam swój pokój, ale robi się coraz bardziej obcy, choć tato stara się o niego dbać.. Zabrałam też stamtąd najcenniejsze rzeczy, bo boję się, że kiedyś tato nie dopilnuje mojego pokoju i ktoś niepowołany się do niego dostanie. Mamie w tej kwestii zawsze ufałam.

Wiem, że ten post jest dość chaotyczny, ale ostatnio coraz mniej piszę i nie potrafię układać swoich myśli.
 

 
Czasem w wyobraźni pojawia mi się obraz jak wbijam w siebie nóż. Zdarza się też, że wbijam go w kogoś innego lub grożę nim.
Raz poczułam dużą psychiczną ulgę jak powoli zaczęłam coraz mocniej kłuć się nim w brzuch, tak jakbym chciała się z nim oswoić.
Ale póki co jestem za słaba na głębokie rany.
 

 
Tęsknię za bratem.
Zazdroszczę bratowej, że ona ma teraz prawie całą swoją rodzinę blisko, a moja jest rozpierdolona..
 

 
Dokładnie siódmy miesiąc bez mamy, bez codziennych rozmów z nią..

W tym czasie brat wyleciał na inny kontynent, wziął ślub, drugi spodziewa się kolejnego dziecka i niedługo przenosi się na większe mieszkanie, a tato zwolnił się z pracy i planuje wyjechać do Anglii..
  • awatar gallifrey: A co u mnie? Wszystko jakoś powoli do przodu. Ogólnie to nie mam na co narzekać, więc rzadziej piszę. Teraz tylko chwilami jest trochę gorzej, bo jednak zimy są ciężkie psychicznie, ale to jeszcze tylko trochę potrwa ; ) A u Ciebie jak tam? Mam nadzieję, że jakoś tam sobie dajesz radę ze wszystkim ;*
  • awatar gallifrey: masakra, dużo się pozmieniało w takim krótkim okresie. Czas leci :<
  • awatar optimistic. ♥: Masakracja. :/
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Napiszcie za mnie pracę magisterską..
Już powinnam mieć I rozdział oddany, a dopiero wczoraj zabrałam się za nią i do tej pory napisałam...dwa akapity.
Jak ja nienawidzę pisać..

edit. Kolejne dwa akapity! Z takim tempem skończę za 2 lata :D
 

 
Powrót do jeszcze bardziej szarej rzeczywistości.
 

 
Skoro wszyscy tak chętnie teraz piszą o 2016, to ja tylko wspomnę, że dobrym podsumowaniem tego roku w moim przypadku jest moja reakcja tuż po północy w Nowy Rok...
Najzwyczajniej w świecie dość mocno się poryczałam..
Pierwszy raz w taki sposób "żegnałam" stary i "witałam" nowy rok..
To tylko zmiana cyferki..
Wcale nie będzie lepiej..
 

 
Doszłam do wniosku, że trzeba przed wszystkimi udawać, że wszystko jest super. Może wypiorę sobie w ten sposób mózg i naprawdę w to uwierzę.
Nie da się inaczej, bo we współczesnym świecie wszyscy są za bardzo zapatrzeni w siebie i eliminują ze swojego życia nieszczęśliwych ludzi.
 

 
Jak już tak wszyscy podsumowują swój rok... to wspomnę tylko, że podsumowaniem mojego była reakcja na Nowy Rok tuż po północy. Był to naprawdę silny płacz. Nigdy wcześniej tak nie "żegnałam" starego i nie "witałam" nowego roku..
To tylko zmiana cyferki, wcale nie będzie lepiej..
 

 
Chyba przestałam czuć jakąkolwiek empatię wobec innych... Mam w dupie ich problemy, ich życie, a jak są osoby z podobnymi przejściami to czuję jakby nade mną "matkowały" i jedną z tych osób za plecami zaczęłam przez to obgadywać, a drugiej możliwe, że w bardzo bolesny sposób okazałam to, że nie zgadzam się z jej zdaniem... W ogóle nie zważam na to, czy moje słowa i postępowanie mogą kogoś zaboleć i często jestem po prostu chamska lub zbyt szczera w bardzo bolesny sposób.. Wiele rzeczy też nadinterpretuję.. i nienawidzę wszystkich..
Nie wiem co z tym zrobić...ale przez to niedługo zostanę tylko z Radkiem...a może i bez niego..
 

 
Usunęłam z kontaktów z facebooka całą rodzinę ze strony mamy. Za każdym kolejnym razem, gdy widziałam to lizodupstwo to gotowało się we mnie.
Dla siebie nawzajem na fb wspaniali, a w rzeczywistości uwielbiają obrabiać sobie dupy za plecami.
No i niby wszyscy cudowni przyjaciele, a nasza rodzina dla nich zawsze była zapomniana..
Zresztą o stosunku ich do nas wiele dowiedzieliśmy się jak po jednym weselu wszyscy źle gadali na mojego brata, bo jakiś tam inny gość zmyślił sobie historyjkę, a my (razem z bratem) dowiedzieliśmy się wszystkiego tydzień później jak dopytałam kuzynkę..
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Genialne! I niekoniecznie musi to być odniesienie do raka.. Może to też być niszczenie psychiczne..
https://vimeo.com/170583296
 

 
Masochizm nadal aktywny.
Ale lekki, bo tylko się biję lub drapię.
 

 
Przed wylotem brata czułam, że się do niego zbliżyłam.
Zresztą miałam moment załamania, podczas którego wszystkie złe myśli dotyczące tej sytuacji wyrzuciłam z siebie.
Ale co z tego, skoro teraz, gdy już jest daleko, to znów czuję jak się od niego oddalam i znów tracę chęć do rozmów z nim i wewnętrznie denerwuję się, gdy on ekscytuje się jakąś durną paradą ze święta dziękczynienia czy zwyczajami panującymi w domu Kayli..
I znów jak patrzę na jej profil na fb to gotuję się z zazdrości..

I nikt z naszej rodziny nie będzie na ślubie brata, a Kayli rodzina będzie cała... cóż za sprawiedliwość na tym beznadziejnym świecie...

Byłam też pytać się o wizytę u psychologa, ale do końca roku nie ma nigdzie terminów. A moje tiki nerwowe coraz częściej są widoczne..

I czuję, że wszyscy moi znajomi się ode mnie oddalają. Zrobiłam się bardziej cicha i częściej nie wiem o czym rozmawiać, więc wcale się nie dziwię.
Zresztą nawet jak próbuję zacząć jakiś temat to szybko mnie zbywają.
Boli mnie to..

Dziwię się, że jeszcze nie wpadłam w żadną depresję. Nadal czuję motywację do robienia wielu rzeczy na uczelnię, ogarniania domu, więc chyba jest w porządku.
Chyba mama mi dodaje trochę siły, której sama miała za mało...ale ja tylko czekam na moment, aż w końcu naprawdę zachoruję. Zawsze miałam takie masochistyczne pragnienia.. Przypuszczam, że to po części przez to, że zawsze czułam się samotna i chciałam, aby ktoś się mną wreszcie zainteresował i podświadomie podpowiadam sobie, że tylko w ten sposób ktoś się mną zmartwi na tyle, żeby poświęcić mi więcej czasu..
 

 
Coraz bliżej wylotu brata na stałe do Stanów..
Coraz więcej dołów i płaczów z tego powodu..
Co ciekawe także przebudziłam się, gdy przez sen pomyślałam, że nie będę widzieć jak tak bliski mi do tej pory brat (i tak od około dwóch miesięcy zaczęłam się od niego oddalać..) będzie się tam starzał, a ja nie będę tego widzieć. Niby błahe, odległe, ale jednak boli..
Teraz też pomyślałam sobie, że jeśli coś mu się tam stanie (tfu, tfu) to nie będę mogła być przy nim..

Nienawidzę tego świata..

Choć czuję, że jakby troszkę mama tam "z góry" o mnie dba.. bo jak do tej pory życie było mi obojętne i w sumie marzyłam o śmierci tak jednej nocy zaczęłam się jej panicznie bać..

A tak poza tym to chyba powinnam iść do psychologa/psychiatry, bo mam coraz więcej tików nerwowych i zaczynam mieć problemy z zaśnięciem (przebieranie stopami i trudności z oddychaniem)..

Czas upływa, a zamiast być coraz lepiej, jest coraz gorzej...

I tato sobie szuka pracy w Anglii/gdziekolwiek indziej byle zagranicą przez pracuj.pl i upiera się przy tym, że to szanujący się i dobry portal, który na pewno nie współpracuje z nieodpowiedzialnymi firmami... Martwię się..

Kurwa zostanę tutaj tylko z bratem, którego i tak niezbyt lubię..

A moja cała rodzina znika w krótką chwilę..

Mam Radka..ale on też nie jest zbyt dobrym wsparciem, więc tak naprawdę jestem sama..

I jeszcze codziennie z coraz większą częstotliwością zadręczam się myślami czemu mama to zrobiła...

Wszystko się pierdoli, a ja muszę myśleć o pracy magisterskiej i w ogóle pracy, bo niedługo koniec studiów...
 

 
Radek zapewnił mi dobrą terapię :)
Początek pierwszego rysunku tworzonego tabletem graficznym właśnie od niego ♥
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 


Ten refren tak dobrze oddaje moje uczucia...